Nasze serwisy używają informacji zapisanych w plikach cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki, które możesz zmienić w dowolnej chwili. Więcej informacji odnośnie plików cookies.

Obowiązek informacyjny wynikający z Ustawy z dnia 16 listopada 2012 r. o zmianie ustawy – Prawo telekomunikacyjne oraz niektórych innych ustaw.

Wyłącz komunikat

 
 
politechnika

 On the road - 36 dni w drodze

 

 

25 kwietnia br. miałem okazję zaprezentować studentom Politechniki Rzeszowskiej zdjęcia z mojej podróży po Stanach Zjednoczonych. Pokaz slajdów był połączony z wykładem w języku angielskim, który miał charakter interaktywny. 
„On the road”, bo właśnie tak zatytułowałem mój wykład, ma podwójne znaczenie – odnosi się zarówno do 36 dni spędzonych w podróży, jak i również do powieści Jacka Kerouaca pod tym samym tytułem. Książka ta była dla mnie inspiracją. Wraz z bratem, tak jak główny bohater powieści, przemierzaliśmy Stany Zjednoczone od wschodu na zachód – stan za stanem. Co prawda,  trasa z Nowego Jorku do San Francisco na pokładzie samolotu trwała tylko 5 godzin, ale ilość kilometrów, które zrobiliśmy już na zachodnim wybrzeżu USA, przewyższyła tę odległość.    
Nasze „On the road” zaczęło się więc tak naprawdę w San Francisco (Kalifornia) i przebiegało przez 11 stanów, m.in. Nevadę, Utah, Nowy Meksyk, Waszyngton, Oregon i z powrotem do Kalifornii. Miejsce, które mnie najbardziej urzekło to San Francisco ze swoimi uroczymi uliczkami, wiktoriańską architekturą i charakterystycznymi pomnikami tego miasta, takimi jak Piramid Tower, Golden Gate Bridge, czy Cable Car. Zadziwiające jest to, że w tym ogromnym mieście każda jego dzielnica wydaje się być małym miasteczkiem, gdzie każdy łatwo znajdzie znajomy kąt i  poczuje się jak w domu. 
Co mnie najbardziej zdziwiło, to pustka w centrach dużych miast. Wygląda na to, że w typowym amerykańskim Downtown turyści są jedynymi postaciami na ulicy, a miasto zaczyna tętnić życiem tylko podczas lunchu. Jednak najbardziej zachwycające były pomniki przyrody. Podczas miesiąca „za kółkiem’ odwiedziłem około 15 parków narodowych m.in. Grand Canyon, Sequoia Nat. Park, Death Valley czy Yosemite. Dla mnie najciekawszą była pustynia, gdzie w ciągu dnia temperatura sięgała 50 stopni C, a w nocy delikatny i ciepły wiatr  kołysał do snu – wspaniałe uczucie. Jest to moim zdaniem bardzo niezwykłe miejsce, które nawet można pokochać, jeśli tylko poradzimy sobie z tak wysoką temperaturą.  Pamiętam również, że przyjazd do Parku Narodowego Joshua Tree był dla mnie spełnieniem marzeń – uczuciem muzycznym i metafizycznym. Park ten znałem z okładki albumu U2, którego namiętnie słuchałem mając kilkanaście lat. Teraz wreszcie miałem okazję na własne oczy zobaczyć charakterystyczne dla tego miejsca niskie, skarłowaciałe drzewa o niepowtarzalnym wyglądzie (tytułowe Drzewa Jezuego), jednak to nie one tak na mnie wpłynęły, ale sam fakt dotarcia do tego miejsca - tak odległego, tak bardzo wymarzonego zakątka świata. I to właśnie było celem tej podróży – spełnienie marzeń. O wszystkich tych niezwykłych miejscach nie sposób opowiedzieć, a uczucia z 36. dniowej podróży  nie da się opisać w żaden sposób -  to trzeba przeżyć. 
Z wątpliwą jednak przyjemnością wspominam pierwsze dwa tygodnie podróży, kiedy narzekaliśmy na niewygodę, brak snu i odpowiedniego jedzenia. Zmęczenie związane z ciągłym prowadzeniem samochodu również dawało się we znaki, ale po pewnym czasie to przestało mieć znaczenie, ponieważ nauczyliśmy się żyć w drodze i myśleć całkiem innymi kategoriami. Kolejnym ciężkim etapem był powrót do rzeczywistości - do normalnego trybu dnia pracy. Dostosowanie się zajęło kilka dni, jednak żyliśmy tą podróżą przez kolejnych kilka miesięcy. 
Celem zaś wykładu, było nie tylko przedstawienie studentom wybranych miejsc w Stanach Zjednoczonych, ale również zaprezentowanie technik przyswajania słownictwa w języku obcym. Starałem się, aby studenci zaangażowali się w wykład, dlatego też wybrane słownictwo umieściłem na kolorowych planszach i w trakcie prelekcji wprowadzałem pojedyncze słowa, odnosząc je do kontekstu i slajdów. Plansze te powiesiłem w różnych miejscach sali tak, aby studenci mogli je przez cały czas obserwować. Starałem się też podkreślać poprawność fonetyczną, i poprosiłem aby głośno powtarzano wybrane słowa, co zresztą spotkało się z aprobatą słuchaczy.
 Zobaczmy więc, czy te wyszukane sposoby prezentowania słownictwa w języku angielskim zdały egzamin i czy przedstawione wyrażenia zostały przyswojone przez uczestników. Studentów, którzy znają odpowiedzi lub mają ochotę popracować ze słownikiem w czasie wolnym zapraszam do budynku J, pokój 133 z odpowiedziami do końca miesiąca. Nie ukrywam, że nagroda jest bardzo atrakcyjna – kolejny pokaz slajdów, tym razem już z całkiem innego  zakątka świata.



 

 

 

 

 

 

Studium Języków Obcych
ul. Podkarpacka 1, 35-082 Rzeszów,
tel.: +48 17 865 13 04, fax: +48 17 854 72 80, e-mail: